• Margareta Pierzchalska

Co z tą pracą domową?

W ciągu ostatniego roku dość głośno słychać w telewizji, internecie i w mediach społecznościowych na temat prac domowych. Stawiane jest pytanie: 

Zadawać prace domowe, czy może zrezygnować z nich w ogóle czy zadawać, ale z sensem?

Sięgając pamięcią do swoich szkolnych czasów to ponad 20 lat temu... W klasach 1-3 nie pamiętam zadań domowych. Chodziłam do szkoły dwuzmianowej, często wracałam do domu popołudniu, jadłam obiad i miałam czas na to, aby w pokoju rysować czy oglądać Tik - taka. 

W klasach starszych moją pracą domową było przygotowanie się do odpowiedzi z trzech ostatnich lekcji z historii, biologii czy geografii. To było uczenie się na pamięć, niestety. Przygotowanie do sprawdzianów również było naszą praca domową. Z matematyki prowadziłam zeszyt dodatkowych zadań, które zadawała mi moja Pani wicedyrektor z lekcji na lekcję. Był to rodzaj utrwalenia swoich wiadomości. Jednakże to wynikało z mojego wyboru.

W liceum było podobnie. Wracałam do domu i czekała na mnie lista przedmiotów, na które miałam się przygotować, czyli utrwalić trzy ostatnie lekcje. Jedynym wyjątkiem była fizyka i chemia, z których były zadawane zadania ze zbioru do wykonania, gdyż na następnej lekcji będzie dalszy ciąg treści połączonych bezpośrednio z ostatnim tematem. 

Podsumowując, w latach 90 prac domowych moi nauczyciele nie zadawali. Najbardziej efektywnym czasem uważam, czas nauczania początkowego. Praca na lekcjach, fiszki freinetowskie, wspaniałe karty pracy, które mam do dzisiaj, wyposażenie mnie w podstawowe kompetencje pisania, czytania i liczenia, umiejętności współpracy poprzez pracę w grupach i gry zespołowe na w-f.  Wszystko to działo się w szkole, na lekcji. Niestety II etap edukacyjny i liceum nie wyposażył mnie w wiedzę, było to uczenie się na pamięć, aby nie załapać złych ocen. 

Jak jest dzisiaj? 

To zależy od szkoły, od dyrektora, nauczyciela.

Zadajemy ponieważ:

- nie zdążymy zrealizować materiału na lekcji

- należy uzupełnić wybrane ćwiczenia

- chcemy, aby uczniowie utrwalili materiał

- uważamy, że prace domowe sprawiają, że uczniowie są obowiązkowi

- chcemy mieć możliwość wystawienia dodatkowej oceny

- to tzw. zadanie wyprzedzające - przygotowanie treści na kolejne zajęcia

Obecnie nie zadaję prac domowych. Zdarza mi się poprosić dzieci, aby sobie coś przypomniały czy przećwiczyły, jednakże nie jest to zobowiązujące. W żaden sposób nie oceniam tego. Po wykonanym zadaniu w szkole dokonujemy refleksji, czy na przykład ćwiczenie w domu przyczyniło się do lepszych efektów zadania. 

Staram się kierować procesem nauczania, aby wszystkie treści zostały zrealizowane na zajęciach. Gdy się nie uda, realizujemy to na kolejnej jednostce lekcyjnej. 

Obserwując nauczycieli, którzy zadają prace domowe, odnoszę wrażenie, że albo są niewolnikami programów nauczania - przewodników, podręczników lub ćwiczeń. Chcąc zrealizować wszystko, co tam jest, nie pozostaje im nic innego, jak nadrobić lub stwierdzają "To, co mają robić w domu?, Niech popracują trochę..."

Przecież wybór programu nauczania nie zobowiązuje nas do realizacji go "kropka w kropkę". Naszym zadaniem jest realizacja podstawy programowej przy pomocy programu nauczania. A zadania domowe nie są obowiązkiem nauczyciela.

Pozwólmy dzieciom realizować swoje pasje po lekcjach. Niech dają z siebie wszystko na zajęciach,  nagradzajmy ich zaangażowanie, a nie zadawajmy do domu kolejnego ćwiczenia, dla zasady.



10 wyświetlenia

©2019 by Edukacyjny zaułek. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now