• Margareta Pierzchalska

Podsumowanie roku 2018

Podsumowanie roku wydaję się być banalne...

Dla mnie to spojrzenie na to, co dobrego wydarzyło się w moim życiu. Umiejętność docenienia tego, co otrzymaliśmy lub co daliśmy innym. I nie mam na myśli tylko kwestii zawodowych, edukacyjnych, ale i tych prywatnych budujących Nas samych. 

W 2018 roku działo się. Wiele zaplanowanych i zrealizowanych działań, ale również i nieplanowanych inicjatyw.

To był ROK "DALTOŃSKI". Zdecydowanie. 

Rozpoczęty w marcu wspaniałą i praktyczną konferencją w Zgierzu. Poznałam Anię i Roberta Sowińskich, wreszcie w realu. Miałam przyjemność zobaczyć i wysłuchać na najwyższym poziomie wystąpień Anne Marie i Hansa Wenke. Poznałam i doświadczyłam cudownego warsztatu z Panią dr Dorotą Domagałą. 



Kwiecień to kolejna daltońska konferencja, w Poznaniu oraz międzynarodowe szkolenie daltońskie w Lesznie. Miałam przyjemność wysłuchać Roela Rohnera, kolejnego holenderskiego guru planu daltońskiego oraz poznać Kasię Dryjas - Prezesa Polskiego Stowarzyszenia Dalton.

Majowe spełnienie marzeń, zupełnie nieplanowane - wyjazd studyjny do holenderskich szkół daltońskich. Wspaniałe i bogate w doświadczenia 5 dni. Poznałam przemiłych ludzi, chcących zmieniać edukację. Zobaczyłam jak ta daltońska edukacja wygląda. Przywiozłam cały worek edukacyjnych inspiracji. 



I Amsterdam, Rotterdam, Leida - piękna Holandia i aromatyczne sery.

Idąc za ciosem, mój debiut - wystąpienie na seminarium pedagogiki alternatywnej w WSPiA w Poznaniu. Podzielenie się ze studentami swoimi doświadczeniami z pracy planem daltońskim. 



Czerwcowe badania naukowe nad planem daltońskim w mojej grupie oraz równoległych klasach I, dały mi odpowiedź na pytanie "Czy proces uczenia się uczniów pracujących według założeń planu daltońskiego różni się od procesu uczenia się uczniów pracujących tradycyjnym modelem edukacyjnym?", "W jakim stopniu rozwinięte zostały podstawowe kompetencje wśród uczniów klas I?".

Po tak intensywnym półroczu przyszedł coroczny odpoczynek nad morzem, w moim ukochanym Kołobrzegu. Nabranie siły na kolejne wyzwania.

W między czasie towarzyszyły mi przygotowania do rozmowy rekrutacyjnej na studia doktoranckie z pedagogiki na DSW we Wrocławiu. 

Kolejny nieplanowany punkt w sierpniu "Letnia Szkoła Daltońska" z Sowińskimi. Choć to były tylko trzy dni, to intensywne, bogate, twórcze, inspirujące i Ci wspaniali Ludzie. Wróciłam pełna sił do działania.



We wrześniu miałam okazję zaprezentować swoje dokonania oraz plan rozprawy doktorskiej. I choć rozmowa według mnie przebiegła bardzo dobrze, to nie udało się otrzymać progu punktowego. Wnioskuję, że w komisji nikt nie czuł Daltona, i jak się okazało komisja nie znała najnowszych pozycji naukowych z badań w działaniu, którymi się rzekomo interesowali. Jak to mawiają "Oni mają już swoich". I niech tak pozostanie. 

To była moja porażka. Czułam rozgoryczenie, gdyż tak bardzo chciałam dalej się rozwijać i podejmować działania naukowe związane z edukacją daltońską.

Nie spoczęłam na laurach. Nie poddałam się. Postanowiłam skontaktować się z Panią Profesor UAM dr hab. Renatą Michalak w celu podjęcia współpracy - aby pokierowała moją rozprawę doktorską, ale z tzw. wolnej stopy. Otrzymałam natychmiastową pozytywną odpowiedź. 

Nie byłam w stanie sobie wyobrazić większego szczęścia zawodowego, to jeszcze tego samego dnia otrzymałam propozycję współpracy z WSPiA w Poznaniu i to, o czym myślałam od dawna, co chciałabym robić zostało mi dane.

Podsumowując, to co bym otrzymała na studiach doktoranckich, mam teraz - promotora i zajęcia ze studentami,  wypracowane, tak czuję, swoją determinacją i pracą.

I choć by mogło się wydawać, że im bliżej końca roku to się już nic nie wydarzy to jednak można być w błędzie. 

Pojawiła się Ania Sowińska z propozycją testowania i recenzowania gry Daltonki. Wspaniała przygoda, którą opisywałam we wcześniejszych postach.

W październiku rozpoczęłam studia podyplomowe - dydaktykę języka angielskiego w przedszkolu i edukacji wczesnoszkolnej. Jednakże moje oczekiwania, co do rocznych studiów przygotowujących do nauki drugiego przedmiotu, przerosły niektórych wykładowców. Jestem rozczarowana tym, co dostałam w ciągu dwóch miesięcy i tego, co oczekują ode mnie jako dorosłego człowieka, który po obronie pracy dyplomowej od września będzie miał możliwość uczenia języka angielskiego w przedszkolu czy klasach 1-3. 

Niestety potwierdza się to, że na studiach pedagogicznych powinni wykładać praktycy, którzy mają kontakt z dziećmi i młodzieżą, znają realia, podstawę programową, programy nauczania, a nie ludzie - teoretycy z dr przed nazwiskiem, którzy z literatury polecają Tomka Sawyera dla przedszkolaków czy klas 1-3 i to w nauce języka angielskiego. Jestem na etapie rezygnacji z tych studiów, uważam to za stratę czasu.



Udało mi się również napisać kolejne dwa projekty edukacyjne na zajęcia pozalekcyjne, które mogłam realizować w swojej szkole.

Oprócz zawodowych wzlotów i upadków to pojawiły się różnorodne rzeczy, sytuacje które znacznie ubarwiły moje życie:

- wymarzone od dawna półki na książki

- nowy komputer

- własnymi rękoma tapicerowany fotel do porannej kawy

- koncerty

- warsztaty sernikowe

- samodzielne wypiekanie pizzy


To był dobry rok!

11 wyświetlenia

©2019 by Edukacyjny zaułek. Proudly created with Wix.com

This site was designed with the
.com
website builder. Create your website today.
Start Now